Dragon Age: Początek

Oto dnia trzeciego listopada do sklepów na świecie trafia najbardziej oczekiwana gra cRPG tego roku. Trzy dni później pojawia się w Polsce. Tworzona przez, uznawane za mistrzów gatunku komputerowych gier fabularnych, studio BioWare gra Dragon Age ma być wielkim powrotem do starych, klasycznych gier z kanonu, takich jak chociażby Baldur’s Gate. Czy produkcja się udała? Sprawdźmy…

Trzeba przyznać, że ekipa BioWare, twórcy takich gier jak Baldur’s Gate, Star Wars: KotOR, Neverwinter Nights czy ich najnowsze przed DA dziecko- Mass Effect jakością bardzo wysoko postawiły poprzeczkę nowemu projektowi. Tym niemniej Origins można zaliczyć do najwspanialszych cRPG’ów, jakie powstały.

Grę rozpoczynamy od stworzenia naszej postaci. Najpierw wybiera się płeć, następnie jedną z trzech ras (człowiek, elf, krasnolud), klas (wojownik, mag, łotr), aż w końcu dochodzimy do wyboru historii. Jest ich sześć i nie możemy swobodnie między nimi wybierać, gdyż do każdej z ras są przyporządkowane inne początki. Kiedy już wybierzemy te elementy, określamy wygląd naszego protagonisty. Kolor oczu, fryzura, zarost, policzki, oczy itd.  Następnie rozdziela się punkty atrybutów (siła, zręczność, siła woli, magia, spryt i kondycja), talenty i umiejętności. Przed rozpoczęciem zabawy gra pyta nas o poziom trudności. Wybieramy i gotowe, zaczyna się.
Wbrew pozorom wszystko wybiera się bardzo szybko i stworzenie mojej postaci zajęło mi jakieś dziesięć minut. Ogólnie całe tworzenie jej jest uproszczone, no i jeszcze wybór klas…tylko trzy. Na szczęście w późniejszym etapie rozwoju postaci odblokować będzie można do dwóch z czterech specjalizacji. Dla każdej klasy jest inna, każda dodaje inne umiejętności i premie.

Wybór historii jest o tyle ciekawy, że pierwsze 1-2 godziny gry będą zupełnie inne w przypadku człowieka wojownika, a elfa łotra czy maga. Choć pełni on tylko funkcję samouczka, to i tak jest bardzo fajne. Spotyka się zupełnie inne postaci, te będą w zależności od historii inaczej na nas reagować, rozmawiać z nami. Więc rozpoczyna się bardzo ciekawie. Co dalej?

Ogólny zarys fabularny nie jest zbyt głęboki. Protagonista wstępuje w szeregi Szarej Straży- wojowników, którzy dążą do pokonania potworów o nazwie…ekhem…mroczne pomioty. Te zbierały siły i z rozkazu Arcydemona zaatakowały  Ferelden- krainę, która jest jednocześnie naszym teatrem działań.
Zaraz, żołnierze walczący z zagrożeniem, które może zniszczyć wszystko, co jest znane ludziom i innym rasom? Czy czegoś podobnego nie było przypadkiem w Mass Effect? Owszem! Było i dlatego podczas gry i słuchania tych wszystkich tekstów o Szarej Straży miałem lekkie uczucie deja vu. Czyli niby powtórka z rozrywki, ale nie do końca, bo jakby się tak zagłębić, to wcale tragedii nie ma. Nie jest już za to przewidywalna, jeżeli chodzi o zwroty akcji, chociaż zdarzają się.
No dobra, przyznam szczerze, scenariusz jest tani, dialogi (przynajmniej w wersji PL) leżą w porównaniu do tekstów z Fallout’a 3 czy Wiedźmina.

EA rozreklamowało grę, przedstawiając ją jako bardzo brutalną. BioWare twierdziło, że Początek to powrót właśnie do początków gier fabularnych, jednocześnie łączący innowacyjne rozwiązania, ale czy faktycznie tak jest?

Przedstawiłem już zarys fabularny i on z całą pewnością nie ma w sobie żadnej nowości.  Nowym elementem jest na pewno możliwość tworzenia własnego profilu na stronie BioWare, na którym to można podzielić się swoimi osiągnięciami, screenami, pokazać swoją postać czy też pobierać DLC.
Owszem, są też nawiązania do dawnych cRPG’ów.  Rzut izometryczny i walka wymagająca myślenia chociażby. Jeżeli by się doszukiwać, można ich znaleźć więcej.

Wiek Smoka to cholernie wciągająca gra. Świadczyć o tym może fakt, iż nie mogłem oderwać się od komputera przez blisko 6 godzin, co w moim przypadku jest wynikiem niezłym, tym bardziej, że zacząłem grać o godzinie dziewiętnastej. W tak rozbudowaną produkcję nie dane mi było zagrać bardzo długo, jeśli nawet nie nigdy. Naprawdę! Przednia zabawa gwarantowana.

Rozgrywka polega głównie na rozmowach i walce. Wykonywanie zadań nie stanowi takiego problemu jak na przykład w Risen’ie, gdzie należy przez jakieś 20 minut biec do miejsca zaznaczonego na mapie, by odnaleźć bandytów. Tutaj wszystko jest pozaznaczane, a podróżowanie pomiędzy miastami ma miejsce podczas wczytywania lokacji wybranej na mapie, na której jednocześnie ukazywana za pomocą śladów krwi jest wędrówka.

Nasz bohater podróżuje z drużyną, której wybór ma o wiele większe znaczenie, aniżeli w takim Mass Effect. Niekiedy to właśnie ona decyduje o losach walk. Postaci te często wyrażają swoją opinię podczas rozmów i jednocześnie muszę przyznać, że niektóre są bardzo wyraziste i zabawne. Graczowi przyjdzie więc wędrować między innymi ze zmiennokształtnym magiem, dosyć dziwnym golemem, bekającym krasnoludem- pijakiem czy też elfim skrytobójcą. Każdy ma swój indywidualny charakter- niektórzy mogą nas rozśmieszyć, inni zirytować.
Ciekawostką są relacje. Jeżeli chcielibyśmy utrzymywać z kimś dobre relacje, powinniśmy z nim rozmawiać, naturalnie potakiwać we wszystkim co mówi, a także wręczać prezenty. Każdy ma swoje własne upodobani i jednym spodoba się butelka wina, innym już nie.

No właśnie, drużyna i walki. Do eksploracji terenu wybrać można jedynie trójkę. Reszta zostaje w obozie. I trzeba szczególną uwagę zwracać na wyważenie umiejętności każdego bohatera, bo inaczej nie zdołamy zwyciężyć w pierwszej lepszej bitwie. A przynajmniej nie na trudnym poziomie trudności. Mnie już na normalnym gra sprawiała niemałe wyzwanie. Nieobeznanych z tematem niemiło może powitać nawet łatwy tryb, również wymagający myślenia.

A skoro już jesteśmy przy walce, warto omówić jej mechanikę. To już nie bezmyślne klikanie jak w Gothic’u, nie naciskanie w odpowiednim momencie jak w Wiedźminie, lecz po prostu zaznaczenie jednego przeciwnika, resztę za nas robi postać. Na dole ekranu znajduje się pasek, na którym to można przypisać sobie najważniejsze umiejętności i ataki. Wszystko to zostało zrobione, abyśmy nie musieli co kilka sekund pauzować i wybierać wszystko z zakładek. Dzięki temu sterowanie jest uproszczone, ale wygodne. Szczególnie zapadają w pamięć animacje “finisher’ów”. Odcięcie głowy, przebicie mieczem na wylot i uderzenie tarczą. Wszystko to sprawiło mi ogromną satysfakcję zwłaszcza po zwycięstwie w trudnej bitwie.

Podsumowując, BioWare dało nam wspaniały produkt, wspomagany dodatkami DLC przez najbliższe kilkanaście miesięcy. Praktycznie pozbawiony wad, a przynajmniej tych większych. Mówiąc szczerze, bawiłem się przy Dragon Age lepiej niż przy Falloucie 3, Wiedźminie i Mass Effect razem wzięte i bawił się będę jeszcze bardzo, bardzo długo. Do Początku chce się powracać choćby po to, aby dowiedzieć się, co się stanie, jeżeli wybierzemy inną opcję/decyzję moralną. I teraz przyszedł czas zadać sobie pytanie, czy Dragon Age: Początek powinien być grą roku? Moim subiektywnym zdaniem tak, chociaż jest to też pewnie uzależnione od tego, że nie lubię strzelanek, których kampania kończy się po pięciu godzinach (w dodatku z multiplayerem bez dedykowanych serwerów, HO!).
Czy można mówić o duchowym spadkobiercy Baldur’s Gate? Raczej tak, a już na pewno okaże się sukcesem na jego miarę.

Ocena wydaje się dosyć oczywista. Osobiście uważam, że nie ma gier doskonałych, które zasłużyły na 10/10. DA niewątpliwie taką nie jest, wystarczy spojrzeć na fabułę, posłuchać dialogów i przyznać, że ten świat jest płytki i tani. Mimo wszystko jak najbardziej warto zagrać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *