Duke Nukem Forever

Ktoś mniej lub bardziej inteligentny mógłby spokojnie rzec, że zwariowałem – czy istnieje w ogóle cień szansy, że osobie, która potrafi odróżnić grę kunsztowną od tej źle smakującej, podoba się… Duke Nukem Forever? Przecież to jest skandal. A tak w ogóle, to ten powstający przez kilkanaście lat żart trzeba tępić tak, by nikomu nie chciało się już pracować nad grą dłużej niż dwa lata. Ludzie, to jest modne, plucie na Księcia i równanie jego twarzy z ziemią są trendy, na czasie i w ogóle jazzy.

A guzik!

Przyznam: absolutnie potrafię dostrzec rzucający się prosto na gałki oczne fakt, że kontynuacja sławetnej gry Duke Nukem 3D jest tragicznie niedopracowana pod względem technicznym. Trudno oprzeć się też silnemu wrażeniu, że jest to zlepek słabo połączonych pomysłów z różnych stadiów produkcji, bez jakiejś konkretnej wizji na wygląd całości.

Ustalmy sobie teraz jedno – jestem geniuszem. Udało mi się spłycić W S Z Y S T K I E wady tej produkcji do D W Ó C H zdań, które tak naprawdę wyczerpują temat słabujących stron nowego Duke’a. Serio, to jest wyczyn, z przeprowadzonych przeze mnie badań wynika, że fatalnie malusieńki procent osób potrafi pomyśleć w ten sposób. Teraz poniższe tagi przypasuj do którejś z dwóch wad (są pogrubione, przypominam): kiepska grafika, koślawe animacje, długie wczytywanie poziomów, brak ich sensownego połączenia i design lokacji sprzed dziesięciu lat (oraz, oczywiście, możesz wpisać tu własne i także dopasować). Oprócz geniuszu, błyszczę też czymś innym: chętnie służę pomocą, bo cholernie ułatwiłem Ci to zadanie – tagi poukładałem i wystarczy, że znajdziesz granicę i je oddzielisz.

Nadążasz?

Czy te niezbyt pozytywne cechy świadczą o tym, że najnowsza odsłona z Duke’iem w roli głównej jest przeterminowana? Oczywiście, że oczywiście – pod względem technicznym, oczywiście. Pod każdym innym – już niekoniecznie, bo stawiam piątkę, że gdyby gra mogła pochwalić się grafiką na poziomie drugiego Crysisa, to większość opinii brzmiałaby tak: „pięknie wyglądający shooter z magią Quake’owych, Duke’owych i Doomowych klasyków, absolutnie warto sprawdzić, bo w dzisiejszych czasach brakuje tak old-schoolowych gier”. I właśnie na tym chyba polega cały problem. Fajnie jest popatrzeć na tę G R Ę z innej strony, zapomnieć, że powstawała kilkanaście lat, puścić w niepamięć wszystkie oczekiwania, hype i presję i przymknąć oko na wygląd, bo może się okazać, że tak naprawdę jest oryginalniejsza, dłuższa i jeszcze bardziej zróżnicowana od większości dzisiejszych FPSów. Nie jest gorszy od klasyków gier FPS (np. Half-Life), a wśród dzisiejszych okazuje się być… wstecznie oryginalny?

Zróżnicowanie całkowite

Dzisiejszy rynek gier FPS cierpi na syndrom zwany „Call of Duty” i, prawdę mówiąc, produkcja studia 3D Realms wyprzedza większość aktualnych hitów i robi to najbanalniejszym ze sposobów: powraca do korzeni gatunku, którego jest przedstawicielem. Dlatego też jej konstrukcja jest należycie miodna: kieruje się pojazdem, rozwiązuje się zagadki związane z grawitacją, pokonuje elementy platformowe, szuka prezerwatyw, wibratora i popcornu oraz, naturalnie, strzela. I owe naciskanie na spust nie jest tylko dodatkiem do przedarcia się przez poziom, dodatkowo niepotrzebnym przez nieskończone odradzanie się wrogów, ale pełnoprawnym eliminowaniem wrogów. Szok, prawda? W dodatku: jest zróżnicowana całkowicie, czyli jest skąpana w całości pomysłów, a nie ograniczona w swoim settingu, jak seria Call of Duty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *